21:00· 17 WRZ, 2026
BOISKO #2
Podsumowanie
Po tym jak układały się pierwszoligowe wyniki w obecnym tygodniu, trudno było nam wyobrazić sobie scenariusz, w którym Merkury nie zgarnąłby w czwartkowy wieczór pełnej puli. Taka narracja z każdej strony nie pomagała oczywiście graczom w granatowych barwach. Nie od dziś wiadomo, że czasem łatwiej jest strzelić gola z 20 metrów niż 'dołożyć nogę do pustaka'. Nie chcemy przesadnie deprecjonować Volleya Gdańsk, ale sami wiecie o czym mówimy. Mimo niekorzystnej dla 'żółto-czarnych' predykcji przedmeczowych, team Dariusza Kuny zaprezentował się w czwartek o niebo lepiej, niż miało to miejsce w środowy wieczór. Wpływ na to bez wątpienia miał fakt, że do składu drużyny wrócił MVP drugiej ligi poprzedniego sezonu - Illia Yenoshyn. Pierwszy set był jednocześnie tym zdecydowanie najciekawszym. Choć zespół 'Planetarnych' objął prowadzenie 17-13, po którym wydawało się, że nie spadnie im włos z głowy, to po gorszym fragmencie, czarna tablica wyników wskazywała remis po 19. Końcówka seta to próba nerwów, aczkolwiek trzeba przyznać, że to Merkury, a nie Volley Gdańsk miał co rusz piłki setowe (24-22). Wraz z ostatnim gwizdkiem sędziego w pierwszym secie, coś pękło w Volleyu. O ile początek mieli rewelacyjny i wysunęli się na prowadzenie 10-5, to im dłużej trwała partia coraz lepiej radzili sobie gracze Piotra Peplińskiego. Końcówka seta i gra od stanu 15-15 to absolutna niemoc Volleya i świetna postawa w bloku graczy w granatowych trykotach (21-15). Trzeci set to w naszej ocenie najmniej ciekawa partia w meczu. Już na początku sporą przewagę wywalczyli gracze Merkurego, którzy nie niepokojeni dowieźli zwycięstwo do końca (21-13).
Ładowanie wyników...















