Podsumowanie
Kurde, no przed sezonem nie sądziliśmy, że tak to się potoczy i mamy tu na myśli obie drużyny. W przypadku Merkurego tylko raz w historii zdarzyło się, aby team nie znalazł się w ostatecznym rozrachunku wśród pięciu najlepszych drużyn ligi. Obecna kampania to jednak pasmo niepowodzeń, porażka za porażką, słabe morale, kontuzje i nawet po- i przedmeczowe posiadówki w szatni już nie te, co niegdyś. Wiadomo jak jest – choćby nie wiadomo jak team się starał, to najlepiej jest wtedy, kiedy są wyniki. Mimo dość ponurego obrazu drużyny pięciokrotnych Mistrzów ligi, są jednak takie rzeczy, które nie zmieniają się nigdy. Pisaliśmy o tym w zapowiedzi, ale z uwagi na jubileuszowe – dziesiąte zwycięstwo, warto wspomnieć o tym raz jeszcze. Ilekroć obie drużyny się ze sobą mierzyły, za każdym razem to gracze Merkurego byli górą. Już przed meczem było pewne, że aby obronić pierwszą ligę, Tufi musi liczyć na cud. Mimo słabego otwarcia meczu (1-5), gracze Pawła Szafrana wskoczyli w dalszej części na stosunkowo wysoki poziom i doprowadzili do wyrównania, a pod koniec seta wykorzystali przestój rywali i w konsekwencji cieszyli się z pierwszego punktu w meczu. To oznaczało z kolei, że od pozostania w pierwszej lidze dzieliły ich już, a może tylko dwa małe kroki. Przez bardzo długą część seta z perspektywy 'Tuffików' wyglądało to obiecująco. Pod koniec team prowadził 18-16, a następnie 19-18. Mimo to w końcówce nie wytrzymali trochę ciśnienia. A to ktoś uderzył w siatkę, a to pozwolili Danielowi Godlewskiemu na dwa punkty, a to wreszcie nadziali się na blok Marcina Śledzia. Koniec – finito – dziękujemy – dobranoc. To był wyrok na graczach Tufi Team, którzy wyglądali tak, jakby trzeciego seta nie chcieli nawet grać. Ostatecznie zakończył się on wysokim zwycięstwem Merkurego, aczkolwiek nie miał on już znaczenia dla utrzymania bądź spadku rywali, których zobaczymy w przyszłej edycji w trzeciej lidze.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
Tufi Team
Merkury








