Podsumowanie
‘W meczu piękne są tylko chwile’. Parafrazując piosenkę legendarnego zespołu Dżem – oddajemy to, jak wyglądało poniedziałkowe starcie. Nie ma się co oszukiwać – to drużyna Sharks była zdecydowanym faworytem spotkania i na ich zwycięstwo za komplet punktów bylibyśmy skłonni postawić kasę. Nasza mina po tym, co działo się w pierwszym secie, była bezcenna. Oj nie – nie takiego obrazu gry się spodziewaliśmy. Choć ‘Rekiny’ zaczęły partię od rewelacyjnej zagrywki Kirila Bohdana, po której wyszli na prowadzenie 8:3, to z czasem Siatkersi zaczęli się odgryzać. Nim się obejrzeliśmy – po atakach Filipa Silwanowicza oraz zagrywce Sebastiana Wilmy – Siatkersi wysunęli się na prowadzenie 16:15. Choć faworyci znaleźli się w niemałych opałach, to finalnie zdołali wygrać tę partię do 18! Środkowa partia nie była już tak emocjonująca jak premierowa odsłona. Prawdę mówiąc – tu nie mieliśmy nawet namiastki sportowej rywalizacji. Już na półmetku seta Sharks objęli prowadzenie 14:6 i wówczas stało się jasne, która z drużyn wygra. Ostatni set rozpoczął się od… grubego mordobicia. Po punktach niemal całego zespołu ‘Rekiny’ objęły prowadzenie 15:3 i wówczas zanosiło się na największe lanie w obecnym sezonie. W końcówce Siatkersi zdołali nieco naprawić ten skrajnie niekorzystny obraz gry – ostatecznie zdobyli osiem oczek i stali się kolejnym skalpem drużyny Sharks. Brawo!
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
Sharks
Siatkersi








