Podsumowanie
Jeśli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości czy drużyna MiszMasz jest tak mocna jak się wydawało to w poniedziałek dostał potwierdzenie. Jeśli kogoś nie przekonywały zwycięstwa nad Allsix by Decathlon, Wirtualną Polską czy Chilli Amigos to mecz z Portem miał być ostatecznym dowodem na to, jaką siłą rażenia dysponuje MiszMasz. Podpowiemy, nie był to kaliber 7mm. To raczej armata. Wygrać cztery spotkania z rzędu z drużynami, które będą się liczyć w walce o podium to rzecz niebywała. W poniedziałkowy wieczór kolejnym rywalem odprawionym z kwitkiem okazała się ekipa Portowców. Pierwsza partia była dość wyrównana. Przy stanie 16-16 wydawało się, że czeka nas dłuższa przeprawa. Kilka ataków w out sprawiło jednak, że MiszMasz zdobył pięć oczek z rzędu i cieszył się z wygrania tej partii. Początek drugiej odsłony przyniósł pierwsze prowadzenie w meczu ekipy ‘Portowców’ (3-2). Do połowy seta oglądaliśmy zmianę wyników punkt za punkt. Od połowy tej partii MiszMasz zdołał zdobyć kilka oczek i finalnie odjechał swoim rywalom by ponownie wygrać partię do 16. Po pierwszej części trzeciego seta wydawało się, że szczęście wreszcie uśmiechnie się do graczy w granatowych koszulkach. Drużyna z doków prowadziła już 13-7 i wydawało się, że wygrana seta jest na wyciągnięcie ręki. Rozgrywający MiszMaszu postanowił uruchomić Mateusza Berbekę, który zaczął kończyć piłki niemal ze stu procentową skutecznością. W efekcie tego, po chwili zrobiło się 14-13 dla MiszMasz, które nie wypuściło już wygranej z rąk.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
MiszMasz
Stay Win








