Podsumowanie
Po pierwszym tygodniu rozgrywek, po którym nie szczędziliśmy pochwał drużynie MiszMasz, uznaliśmy, że są oni faworytem konfrontacji z Maritexem Gdańsk. Poza samą dobrą dyspozycją tych pierwszych, Maritex nie zaprezentował się w pierwszym meczu sezonu ze zbyt dobrej strony i finalnie, musiał uznać wyższość Oliwy Team. Komplikacje dla drużyny Michała Grymuzy pojawiły się w momencie, w którym stało się jasne, że jego team będzie musiał radzić sobie bez dwóch graczy z Ukrainy – Mykoli Pocheniuka oraz Dmytro Moroziuka. Wracając jednak do meczu, to choć nie stał on na najwyższym poziomie sportowym to jednak w kwestii emocji – nie mamy prawa utyskiwać. Partia inaugurująca spotkanie rozpoczęła się lepiej dla ‘Błękitnych’, którzy po ataku Damiana Kolki, objęli prowadzenie 10-7. Mimo że przez pewien czas utrzymywali oni przewagę, to w drugiej części seta dali swoim rywalom doprowadzić do wyrównania (14-14). Mimo to w końcówce partii to właśnie MiszMasz stanął przed szansą na wygranie seta. Niestety dla nich, podobnie jak w meczu z Hydrą Volleyball Team, gracze Michała Grymuzy dali sobie sprzątnąć punkt sprzed nosa. Po ataku oraz skutecznej zagrywce środkowego – Szymona Sawickiego, Maritex cieszył się z wygrania pierwszej odsłony. O drugiej partii nie ma co za dużo pisać. Ot, przewaga Maritexu, udokumentowana wygraną do 16. Zdecydowanie więcej działo się w finałowej odsłonie, w której zwrotów akcji mieliśmy aż nadto. Partię lepiej rozpoczęli gracze w biało-czarnych strojach, którzy po ataku ex-gracza MiszMasz – Ernesta Kurysa objęli prowadzenie 10-5. Po chwili roztrwonili oni jednak solidną zaliczkę i na tablicy wyników był remis po 10. Dalsza część seta to obopólna wymiana ciosów, która zaprowadziła nas do walki na przewagi. W niej więcej zimnej krwi zachowali gracze Maritexu i z pewnością brak jakiegokolwiek punktu po takim meczu sprawił, że gracze MiszMaszu nie mogli zasnąć jeszcze długo po ostatnim gwizdku sędziego.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
MiszMasz
Maritex








