Podsumowanie
Zastanawiamy się, kiedy wreszcie do tego dojdzie. Kiedy gracze Tufi Team przełamią parszywą serię dziewięciu porażek z rzędu z Merkurym? To, że to się zmieni i Tufi wygra wreszcie bezpośrednie starcie, jest oczywiste. No bo powiedzmy sobie szczerze – już wczoraj wieczorem było bardzo blisko, wystarczy spojrzeć na wyniki poszczególnych setów. Mecz rozpoczął się świetnie dla Merkurego, który na półmetku seta prowadził 11-7. W drugiej części seta popełnili oni jednak kilka niewymuszonych błędów, po których rywal zdołał wyjść nawet na prowadzenie 18-17. Choć sytuacja z perspektywy pięciokrotnych Mistrzów Inter Marine SL3 robiła się bardzo nieciekawa, to z opresji Merkury zdołał wyjść obronną ręką. Trzeba uczciwie przyznać, że pomocną dłoń wyciągnęli im sami gracze Tufi, którzy podobnie jak ich przeciwnicy popełnili kosztowne błędy (23-21). Druga odsłona to partia, w której nie doświadczaliśmy już zwrotów akcji. Merkury prowadził niemal przez całego seta, w pewnym momencie nawet pięcioma punktami. Pod koniec seta uznał jednak, że robi się nieco nudno, i postanowił zadbać o emocje. Ostatecznie gracze Tufi zdołali zdobyć dziewiętnaście punktów, ale w końcówce seta Mikołaj Rochna przypieczętował Merkuremu pierwszy triumf w sezonie (21-19). Trzeci set zdawał się być kopią wcześniejszych fragmentów. Przewaga Merkurego oraz walka Tufi, która w ostatecznym rozrachunku nic im nie dała. No może dałaby tyle, że napisalibyśmy, iż nikt tak pięknie nie przegrywa jak Tufi. Pisząc jednak całkiem serio – przy stanie 19-19 to Tufi Team lepiej wytrzymało próbę nerwów i po dwóch punktach Wojciecha Paszylka zapewniło sobie pierwszy punkt w sezonie. Tak czy siak – z wyniku 2-1 nie jest w naszym odczuciu zadowolona żadna ze stron.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
Merkury
Tufi Team








