Podsumowanie
Środowy wieczór miał być czymś w rodzaju aloesu na poparzoną skórę. Jak pomadka na spierzchnięte usta. A co tam, polecimy muzycznie – ‘jak po awanturze dużej szept’. I co? Wydaje nam się, że Szach-Mat nie do końca usłyszał jakie ma zadanie do wykonania. Skupił się tylko na liczbie trzy, ale niczym głuptas z zapowiedzi przedmeczowej nie skumał, że chodzi o trzy punkty, które mieli zdobyć. Są trzy punkty, ale stracone i to na dodatek w trzy dni. No cóż, coś tam się zgadza. Pisząc serio, Szach-Mat rozpoczął zawody tak jak oczekiwali tego ich kibice. Po wyrównanym początku (7-7), Szach-Mat zaczął skutecznie atakować poszczególne pola na szachownicy i w efekcie po chwili cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). W środkowej partii zaczęły się dla teamu Dawida Kołodzieja schody, co biorąc pod uwagę fakt, że prowadzili już 17-13 może dziwić. Nie wiemy czy wówczas Szach-Mat myślał, że wygrają seta na stojąco, ale po czterech blokach w końcówce partii (2 Wierzejski, 1 Pietrasik, 1 Osiecki), Maritex wydarł rywalom zwycięstwo sprzed nosa (21-19). Po środkowej odsłonie, Maritex słusznie uznał, że rywal nie jest taki straszny i w meczu można powalczyć o wygraną. Od samego początku aż do końca trwała walka ‘łeb w łeb’. Kluczowa dla losów meczu okazała się sytuacja z końcówki, w której błąd popełnił jeden z zawodników w fioletowych strojach. Tuż po nim na tablicy wyników pojawił się rezultat 20-18 dla Szach-Matu. Po chwili ostatni punkt w meczu zdobył Dawid Kołodziej i z umiarkowaną ekspresją, Szach-Mat cieszył się ze zwycięstwa.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
Maritex
Szach-Mat








