Podsumowanie
Do spotkania z Siatkersami gracze Ryszarda Rakowicza podchodzili po dość niespodziewanej porażce z Chilli Amigos. Plan na wtorkowy wieczór był zatem tylko jeden – komplet punktów. Ten miał w oczywisty sposób przybliżyć drużynę do grupy mistrzowskiej czwartej ligi. Cóż – jest wygrana, ale nie za komplet punktów. W związku z tym nastroje również nie są szampańskie. Pierwszy set rywalizacji to proszę wybaczyć – niezbyt dobra siatkówka z obu stron. Choć trudno w to uwierzyć – do stanu 9-6 dla Siatkersów, obie drużyny zanotowały po zaledwie jednym punkcie własnym: – Maciej Tarulewicz (Siatkersi) na 2-2 – Daniel Szydłak (Kryj Ryj) na 7-6 Niebywałe. Co ciekawe – dalsza część seta nie była o wiele lepsza, liczba ataków w aut wołała o pomstę do nieba. Na Boga. Gdyby ktoś skazał nas na śmierć i dał nam ‘ostatnie życzenie’, poprosilibyśmy o to, by strzelali gracze Kryj Ryj. Wówczas mielibyśmy pewność, że nie spadnie nam włos z głowy. Nie chcemy tu oczywiście deprecjonować wyniku Siatkersów – wygranej się przecież nie spodziewaliśmy, więc tu – ogromne brawa dla drużyny, która raz, że popełniała zdecydowanie mniej błędów, a dwa – wymuszała je u rywala. Ostatecznie team Maćka Tarulewicza zasłużenie wygrał tę partię do 16. W drugim secie rywalizacji coś przeskoczyło w głowach ‘Mordeczek’. Ich gra wyglądała już zupełnie inaczej. Zdecydowanie lepiej wyglądało już rozegranie i precyzja ataków (10-5). W dalszej części po atakach Daniela Szydłaka, Kryj Ryj prowadził 19-9 i po chwili doprowadził do wyrównania (21-15). Kiedy po asie serwisowym Jonasza Bullera, Kryj Ryj prowadził w trzecim secie 14-7, uznaliśmy, że za chwilę sędzia zagwiżdże po raz ostatni. Pięć kolejnych ataków w out z rzędu sprawiło, że po chwili mieliśmy wynik 14-12 i perspektywę ciekawej końcówki. Po chwili ‘Mordeczki’ zamknęły jednak tę partię definitywnie, wygrywając do 14.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
Kryj Ryj
Siatkersi








