Podsumowanie
Całkiem poważnie zastanawiamy się, czy da się utrzymać w lidze, przegrywając wszystkie spotkania w stosunku 1-2. Ok – jakieś odstępstwo od tego było. Nie tak dawno zespół Rafała Wróblewskiego wygrał przecież, a jakże – po podziale punktów z drużyną Stay Win. Wtorkowe spotkanie z Krakenem to jednak już szósta porażka w sezonie MiszMaszu i co ciekawe – kiedy ci przegrywali, za każdym razem odbywało się to na tych samych zasadach – w stosunku 1-2. Warto przy tym zauważyć, że w meczu było stosunkowo blisko niespodzianki. Od samego początku MiszMasz podszedł bowiem do spotkania z faworyzowanym rywalem bez jakichkolwiek kompleksów. Na półmetku pierwszego seta mieliśmy remis po 13. Kraken dopiero po chwili ‘przełamał’ przeciwnika i po atakach Volodymyra Krolenko wysunął się na dwupunktowe prowadzenie (16-14), które w ostatecznym rozrachunku zapewniło im pierwszy punkt w meczu (21-19). Choć wynik środkowej partii był taki sam, to jednak obraz gry się istotnie różnił. Po dwóch skutecznych atakach Igora Kopcia to gracze w zielonych strojach zdawali się mieć autostradę do wygrania środkowej partii. Pod koniec seta prowadzili bowiem 18-16. Niestety dla siebie – po chwili popełnili dwa niewymuszone błędy, po których Kraken odzyskał swoje ‘momentum’ i finalnie zdołał sprzątnąć punkt rywalom sprzed nosa (21-19). To, co nie udało się MiszMaszowi w dwóch pierwszych odsłonach, udało się wreszcie w finałowej partii. Choć lepiej rozpoczął Kraken (9-7), to po punktach duetu Anton Klios oraz Andrzej Lubański MiszMasz wysunął się na pięciopunktowe prowadzenie (16-11), które z czasem jeszcze powiększył (21-14). Zdobyty jeden punkt nie zmienia jednak postaci rzeczy, że MiszMasz może czuć po tym meczu pewien niedosyt.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
Kraken
MiszMasz








