Ależ mieliśmy nosa. Przed spotkaniem pomyśleliśmy o tym, że dawno nie było w transmisji na facebooku meczu drużyny Hapag-Lloyd. Uznaliśmy, że o drużynie mówiło się w ostatnim czasie sporo dobrego i z pewnością – część społeczności SL3 chciałaby zobaczyć, jak ma się to do rzeczywistości. Cóż – wybraliśmy chyba najgorzej jak mogliśmy, bo prawdę mówiąc – nie pamiętamy równie słabego meczu drużyny w pomarańczowych barwach. W meczu nie brakowało bowiem momentów, w których zespół miał ochotę schować się do charakterystycznych pomarańczowych kontenerów i najlepiej z nich nie wychodzić. Tu nie ma wytłumaczenia, że w zespole brakowało jednego czy drugiego zawodnika z pierwszego składu. Owszem – było to utrudnienie, ale bez jaj. Początek spotkania? Wynik 9-2 dla Mastersów i prawdę mówiąc – źle się na to patrzyło. Mowa rzecz jasna o 'Logistykach’, bo drużyna Inter Marine Masters po prostu robiła swoją robotę. A że rywal nie stawiał przy tym zbyt dużego oporu? A co byka obchodzi, że się krowa cieli (21-9)? Po pierwszej odsłonie wydawało się, że gorzej w przypadku Hapag-Lloyd już nie będzie. Takich obrazków, gdzie 'Logistycy’ mieli bardzo słabe sety, a z czasem sytuacja ulegała poprawie, widzieliśmy całe mnóstwo. Choć zaczęło się obiecująco (na poprawę wyniku, a nie myślenie o punkcie – 13-7), to…osiem kolejnych oczek z rzędu zdobyli gracze w niebieskich trykotach, którzy niszczyli swoich rywali zagrywką i organizacją gry (21-7). Ostatni set to partia, w której gracze Inter Marine Masters nieco zwolnili. Co ciekawe – na półmetku seta mieliśmy nawet remis po 9. Kiedy jednak Hapag-Lloyd łapie przestój, to nie potrafi się już odkręcić (21-14).