Podsumowanie
Po poniedziałkowej wygranej z Pekabexem, na drużynę DNV czekała prawdziwa weryfikacja. Ich rywalem była bowiem ekipa BL Volley, która poprzedni sezon zakończyła na szóstym miejscu w lidze. W naszych oczach to właśnie team Wojciecha Strychalskiego był faworytem spotkania i sytuacji nie zmienia tu fakt dość dotkliwej porażki, której ci doznali we wtorkowy wieczór. Wracając do konfrontacji z DNV to od samego początku spotkania aż do ostatniego gwizdka sędziego układało się ono idealnie dla BL. W pierwszej odsłonie po ataku Macieja Lewandowskiego było 11-6 dla graczy w czarnych strojach. W końcówce seta, dwa ataki ze środka siatki posłał Damian Skrzęta, po czym Tygrysy mogły zaryczeć po raz pierwszy (21-13). Środkowa partia to set, w którym dysproporcja pomiędzy drużynami była jeszcze bardziej widoczna. Choć zaczęło się w sposób, w którym trudno było dostrzegać anomalii (5-3) to fakt, że na kolejne 13 oczek BL przypadły tylko dwa punkty DNV może w pewien sposób dziwić (18-5). W końcówce, DNV zdołało dobić do dwucyfrowej liczby punktów, co nie zmienia jednak postaci rzeczy, że koncert w ich wykonaniu to nie był. Nowy set – stare zasady – ustalone przed drużynę BL Volley, która rozpoczęła mecz od stanu 9-2. Druga część seta to fragment gry, w którym tempo ewidentnie siadło. Ani DNV ani BL nie wierzyło bowiem, że może tu dojść do jakichkolwiek zmian i w taki oto sposób, obie drużyny dograły tę partię.
Ładowanie wyników...
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
DNV
BL Volley








