Do niedawna pisaliśmy o tym, że w całej lidze pozostało dziesięć drużyn, które jak do tej pory nie zaznały goryczy porażki. Wówczas nie sądziliśmy, że jako pierwsi ‘z paktu’ wyłamią się gracze Challengers. Ci byli przecież w naszych oczach dość wyraźnym faworytem spotkania z Kraken Team. Owszem – w ostatecznym rozrachunku mieli się podzielić ze swoim rywalem punktami, ale wciąż – wygrana to wygrana. Początek spotkania to jednak obopólne badanie się przeciwników. Warto przy tym zauważyć, że poziom sportowy nie był najwyższy. Jeśli chodzi o emocję – również. Ot, klepanie punkt za punkt do stanu 15-15. Im bliżej byliśmy jednak końca tym stawka i ranga seta wzrastała. W najważniejszym dla losów seta momencie – Challengersi zaprezentowali słynna grę ‘na stojąco’. Słabszy moment rywali, błyskawicznie wykorzystali zawodnicy Krakena, którzy cieszyli się z wygranej do 17. Porażka w premierowej odsłonie sprawiła, że Challengersi od początku drugiego seta, wzięli się do ostrej pracy. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Po świetnym okresie Grzegorza Boguszewskiego, faworyt wysunął się na prowadzenie 15-5 i wówczas kwestia wygranej była już rozstrzygnięta. Finałowa partia potoczyła się w koszmarny dla Challengersów sposób. Nie dość, że po wyniszczającej grze na przewagi przegrali oni seta do 25, to na dodatek – pod koniec partii boisko z powodu kontuzji stawu skokowego musiał opuścić Fryderyk Górski. Trudno powiedzieć jaki to miało wpływ, ale Challengersi nie zdołali postawić kropki nad ‘i’ i to mimo prowadzenia 20-17. Zamiast tego dali tlen swoim rywalom, którzy po zawziętej walce opuszczali Ergo Arenę z kolejnymi dwoma punktami na koncie.