Podsumowanie
W zapowiedziach przedmeczowych forsowaliśmy narrację, w której uznaliśmy, że jeśli AiP ma gdzieś w środę pogubić punkty, to raczej ze Speednetem niż z Tufi Team. Po meczu z ‘Programistami’ zespół Tufi mógł mieć jednak uzasadnione obawy. Tak się bowiem składa, że AiP na tle Speednetu wyglądało kapitalnie, rozbijając rywala w stosunku 3-0. Mecz z Tufi Team to jednak zupełnie inna historia. Już na początku spotkania gracze Adriana Ossowskiego zrozumieli, że nie będzie to łatwa przeprawa. Po dwóch punktach z rzędu Łukasza Arciszewskiego beniaminek wysunął się na prowadzenie 11-6. Z czasem zrobiło się już 17-12 i nic nie wskazywało na to, że faworyt zdoła odwrócić losy rywalizacji. A jednak – po bardzo dobrej końcówce AiP doprowadziło do wyrównania po 19, a następnie przechyliło szalę zwycięstwa na swoją stronę (22-20). To, co nie udało się ‘Tuffikom’ w premierowej odsłonie, udało się w środkowej partii. Mniej więcej od połowy seta zaczęła zarysowywać się przewaga drużyny Mateusza Woźniaka. W końcówce, po kilku skutecznych atakach Mateusza Osieckiego, było już 19-14 i po chwili ‘underdog’ cieszył się z pierwszego punktu w meczu (21-16). Sądzimy jednak, że nie było wówczas osoby, która przewidzi to, co wydarzyło się w finałowej partii. Ależ to było lanie, ależ to była demolka. To była wersja ‘SUPER SAYIAN’, w której ‘Tuffiki’ wpadli w taki trans, że w tym momencie prezentowali się genialnie. Atak – blok – obrona – rozegrania – przyjęcie – Bóg wie co jeszcze. Absolutny koncert w najlepszej filharmonii świata. Wobec takiej postawy rywali gracze AiP byli bezradni (21-7). Porażka w stosunku 1-2 komplikuje wyborną wydawałoby się sytuację. Jakby sama porażka nie była wystarczająco zła, to AiP potraciło bardzo dużo małych punktów, co może nieść za sobą opłakane konsekwencje. Działa to oczywiście w dwie strony, a Tufi Team jest oczywistym beneficjentem tej sytuacji.
Ładowanie wyników...
MVP
ATAKUJĄCY
BLOKUJĄCY
ZAGRYWAJĄCY
AIP
Tufi Team








